+48 501 228 524
sprawdzautoprzedzakupem98@gmail.com
Odwiedź nas na Facebooku
Opinie Google

weryfikacjaauta98@gmail.com

Zadzwoń 501 228 524

Jak czytać ogłoszenia o sprzedaży aut? 5 „czerwonych flag”, które zdradzają minę

Zanim umówisz się na oględziny i wydasz pieniądze na dojazd na drugi koniec województwa, wiele możesz wyczytać z samego ogłoszenia. Zdarza się, że klient przesyła mi link do wymarzonego auta, a ja już po trzech minutach analizy zdjęć i opisu wiem, że szkoda naszego czasu. Handlarze stosują wiele powtarzalnych sztuczek, które mają uśpić czujność kupującego.

Na co zwracać szczególną uwagę podczas przeglądania portali ogłoszeniowych? Oto 5 sygnałów ostrzegawczych, po których powinna zapalić Ci się czerwona lampka.

1. „Klimatyzacja sprawna, tylko do nabicia”

To prawdopodobnie najstarsza i najczęściej powtarzana bajka w polskim internecie. Zastanów się logicznie: „nabicie” klimatyzacji kosztuje około 200-300 zł. Czy sprzedający, wystawiając auto za kilkadziesiąt tysięcy złotych, naprawdę oszczędzałby taką kwotę, ryzykując odstraszenie kupujących? Z mojego doświadczenia wynika, że w 90% przypadków „tylko do nabicia” oznacza dziurawą chłodnicę klimatyzacji, nieszczelne przewody lub wręcz zatarty kompresor. Koszty naprawy idą wtedy w tysiące złotych.

2. Sprzedawca „prywatny”, ale w tle widać komis lub myjnię

Wielu kupujących szuka aut z rąk prywatnych, wierząc, że taki pojazd był lepiej serwisowany. Nieuczciwi handlarze o tym wiedzą, dlatego często oznaczają ogłoszenie jako „oferta prywatna”. Jak ich zdemaskować? * Sprawdź tło zdjęć. Jeśli auto stoi w rzędzie innych pojazdów bez tablic lub na myjni bezdotykowej (często bez tablic lub na zagranicznych "blachach"), to masz do czynienia z handlarzem.

  • Zwróć uwagę na opis. Teksty typu „stan gabinetowy”, „nie wymaga wkładu finansowego”, czy mnóstwo wykrzykników i wielkich liter to typowy żargon nieuczciwych sprzedawców.

3. Zaskakujące kadrowanie zdjęć

Zdjęcia w ogłoszeniu mają za zadanie pokazać auto z jak najlepszej strony, ale czasem to, czego nie pokazują, jest ważniejsze. Jeśli w ogłoszeniu brakuje zdjęcia boczku fotela kierowcy, gałki zmiany biegów czy zbliżenia na kierownicę (lub zdjęcia są robione z dużej odległości) – zazwyczaj oznacza to, że wnętrze jest mocno zużyte i nie pasuje do deklarowanego niskiego przebiegu. Podobnie unikane bywają zdjęcia konkretnego zderzaka czy progu, jeśli kryje się tam rdza lub pęknięcie.

4. Magiczny przebieg poniżej 200 000 km

Niezależnie od tego, czy auto ma 5, 10 czy 15 lat, dziwnym trafem na polskim rynku większość sprowadzanych diesli zatrzymuje się na przebiegu rzędu 185 000 – 195 000 km. Taka magiczna granica psychologiczna świetnie działa na kupujących. Jeśli widzisz duże, wygodne kombi w dieslu z Niemiec, które ma 12 lat i 160 tys. km przebiegu, zachowaj ogromną ostrożność. Bez twardych dowodów z historii serwisowej oraz weryfikacji sterowników przez komputer diagnostyczny, taki przebieg można włożyć między bajki.

5. „Świeżo sprowadzony, gotowy do powrotu na kołach”

Auto jest sprowadzone z zagranicy, nie jest zarejestrowane w Polsce, ma założone zagraniczne tablice (często „wyklejanki” z plastiku kupione na Allegro) i sprzedawca zapewnia, że ma ubezpieczenie komisowe, więc można nim wracać do domu? To ogromne ryzyko. Poruszanie się po drodze autem niezarejestrowanym, na fałszywych tablicach z ubezpieczeniem, które nie ma pokrycia w prawie, to proszenie się o mandat (nawet kilka tysięcy złotych) i odholowanie pojazdu na parking policyjny w razie kontroli.

Podsumowanie: Nie daj się ponieść emocjom

Przeglądanie ogłoszeń to sztuka chłodnej kalkulacji. Jeśli cokolwiek w opisie lub na zdjęciach wzbudza Twoje wątpliwości, nie ryzykuj w ciemno.

Masz na oku ogłoszenie z Warszawy lub okolic i nie jesteś go pewien? Wyślij mi link przez zakładkę kontaktową. Za darmo rzucę okiem na zdjęcia i opis. Powiem Ci, czy warto w ogóle umawiać się na oględziny i inwestować w pełną inspekcję, czy lepiej od razu szukać innej oferty.